New New Yorkers and their Friends
Żegnając 2003 rok, a witając nowy 2004 życzyłam sobie: „spotykać na drodze zwanej życiem
ludzi, którzy mają wartości, a uczucia są silniejsze niż ich ego i egoizm. Ludzi, którzy wiedzą co to
szacunek i potrafią docenić człowieka, a nie tylko rzeczy materialne. Ludzi, którzy dają wsparcie, ale też
motywują do działania i sprawiają, że codzienność daje możliwości tworzenia radości, której nigdy dość.”
Zapragnęłam również, by świat dał mi szansę spotkania się ”oko w oko” z dorobkiem
znakomitych artystów sztuki – literatury – teatru – malarstwa – fotografii – rzeźby – architektury.
W jakim celu? By w samotności, po powrocie z wojaży, czerpać z uzupełnionych w ten sposób pokładów
optymizmu – radość i tworzyć, tworzyć, tworzyć, … . To dopiero jest frajda.
Słysząc w radio, że Ambasada Stanów Zjednoczonych w Warszawie – organizator festiwalu New
New Yorkers and their friends szykuje, na dniach, 60 wydarzeń kulturalnych w różnych placówkach
kulturalnych w W-wie – rozpromieniałam. W ramach festiwalu zaprezentować mieli się artyści polscy i
Amerykanie polskiego pochodzenia oraz twórcy amerykańscy pracujący w tętniącym artystycznym
życiem – Nowym Jorku, na których twórczości zaważyła współpraca z polskimi kolegami.
24 czerwca, przed godz. 18 stawiłam się na terenie przed Fabryką Trzciny – Galerią Klimy
Bocheńskiej (znaną również jako Bochenska Galery), ul. Otwocka 14, w dzielnicy W-wa Praga. Galeria
promuje zarówno uznanych twórców jak i młode talenty. Oprócz malarstwa i rzeźby, specjalizuje się w
projektach internetowych i instalacjach.
Miejsce na zewnątrz budynku – ”pod schodami” prowadzących do sali, w której miał odbyć się
wernisaż Andrzeja Dudzińskiego wybrałam z rozmysłem. Miałam pełną swobodę bycia sobą i czułam się
znakomicie. Przypuszczam, że Janusz Głowacki (pisarz, prozaik, dramaturg, …) również dostrzegł w tym
ustronnym miejscu to, co ja – komfort przebywania z dala od tłumu. Podszedł do mnie i pierwszy uścisnął
mi dłoń, decydując dopełnić rytuału powitania. To nie był sen. Zdecydowanie NIE.
„Bo sen to jest
najwspanialsza rzecz dana
przez Boga człowiekowi.
Bo Bóg się w nich na ogół
usprawiedliwia, że miał
lepsze intencje, niż mu wyszło.”
Dołączyli do nas Jerzy Matuszkiewicz (jezzmen i kompozytor) z żoną Grażyną, oddani przyjaciele
mojego idola. Chwilę potem, przyszła Krystyna Mazurówna – ”rajski ptak”, i Agnieszka Sędzimir –
konserwatorka malarstwa i ich znajomi, których wcześniej nie miałam okazji poznać. Konwersacje miały
swobodny i ciepły charakter ”rodzinnego przyjęcia”. Gdy osób przybywało, subtelnie oddaliłam się w
kierunku schodów i bez pośpiechu, weszłam na ich szczyt.
Michał Kołyga – fotograf, którego tam spotkałam, pomógł mi, oczywiście za zgodą Andrzeja
Dudzińskiego, uwiecznić na fotografii chwilę z moim idolem – autorem obrazów z niezwykłymi istotami
– skamieniałych z przerażenia, tuż za naszymi plecami, podczas blasku flesza aparatu fotograficznego.
Tego dnia wystawę swoich osiągnięć również mieli: Stanisław Młodożeniec, Tristan Wolski, Michał
Kryński, Włodzimierz Zakrzewski, Maya Koyo, Joanna Stańko. Naprawdę jest co wspominać.
Warszawa, 2004.06.24

0 comments on “NEW YORKERS”